Nie grozi mi sprzedaż biznesu.
Spółka, której upadek cała rodzina wróżyła mi w przeciągu pierwszego roku ma się świetnie i nic nie wskazuje na to, by miała upadać. Sprzedaż biznesu w żadnym razie mi nie grozi.
Na samym początku wszystko sprzysięgło się przeciw mnie - miałem problem z uzyskaniem kredytu na rozkręcenie działalności, sprzedaż biznesu mojej ciotki, z której miały być podstawowe pieniądze-nie powiodła się a poza tym cała ta biurokratyczna robota ze zdobyciem wszystkich pozwoleń mnie wykańczała. Niekończące się pochody od drzwi do drzwi kolejnych urzędów mogą u każdego wywołać moment zwątpienia, ale u mnie to sprawiło, iż naprawdę miałem ochotę rzucić to wszystko w cholerę, zwrócić kredyt i niczego nie otwierać. Jednak cierpliwości starczyło mi na tyle, żeby jednak pociągnąć to wszystko i wreszscie zdobyć wszystkie potrzebne papierki.
Następnie był kłopot z lokalem - ciągle remont za remontem, coś się ulepszyło, coś się zepsuło, innym razem świeżo pomalowaną elewację diabli wzięli, ponieważ pękła rura..Szemrane ekipy albo takie, które nie stawiały się do pracy były czymś normalnym. Parę rzeczy musiałem zrobić zupełnie sam, nie mając o tym żadnego pojęcia. Kończyło się to różnie ale najczęściej - kolejnymi kosztami i wydatkami..
Gdy już miałem i pozwolenia i budynek - zaczęła się przeprawa z zatrudnionymi osobami. Ciągle ktoś przychodził i zaraz zwalniał, poleceni ludzie byli tymi najgorszymi a Ci z najgorszym CV - najlepszymi. Miałem dosyć rozmów kwalifikacyjnych i niezdecydowanych ludzi. Całą ekipę zbieram do tej chwili, ponieważ wielu przeliczyło się ze swoimi możliwościami i kwalifikacjami. Teraz mam akurat dosyć stabilną załogę, lecz tylko dlatego, iż część przebywa na umowie tymczasowej i wiedzą, że nie posiedzą przy taśmie reszty życia. Tylko w ten sposób
Na samym początku wszystko sprzysięgło się przeciw mnie - miałem problem z uzyskaniem kredytu na rozkręcenie działalności, sprzedaż biznesu mojej ciotki, z której miały być podstawowe pieniądze-nie powiodła się a poza tym cała ta biurokratyczna robota ze zdobyciem wszystkich pozwoleń mnie wykańczała. Niekończące się pochody od drzwi do drzwi kolejnych urzędów mogą u każdego wywołać moment zwątpienia, ale u mnie to sprawiło, iż naprawdę miałem ochotę rzucić to wszystko w cholerę, zwrócić kredyt i niczego nie otwierać. Jednak cierpliwości starczyło mi na tyle, żeby jednak pociągnąć to wszystko i wreszscie zdobyć wszystkie potrzebne papierki.
Następnie był kłopot z lokalem - ciągle remont za remontem, coś się ulepszyło, coś się zepsuło, innym razem świeżo pomalowaną elewację diabli wzięli, ponieważ pękła rura..Szemrane ekipy albo takie, które nie stawiały się do pracy były czymś normalnym. Parę rzeczy musiałem zrobić zupełnie sam, nie mając o tym żadnego pojęcia. Kończyło się to różnie ale najczęściej - kolejnymi kosztami i wydatkami..
Gdy już miałem i pozwolenia i budynek - zaczęła się przeprawa z zatrudnionymi osobami. Ciągle ktoś przychodził i zaraz zwalniał, poleceni ludzie byli tymi najgorszymi a Ci z najgorszym CV - najlepszymi. Miałem dosyć rozmów kwalifikacyjnych i niezdecydowanych ludzi. Całą ekipę zbieram do tej chwili, ponieważ wielu przeliczyło się ze swoimi możliwościami i kwalifikacjami. Teraz mam akurat dosyć stabilną załogę, lecz tylko dlatego, iż część przebywa na umowie tymczasowej i wiedzą, że nie posiedzą przy taśmie reszty życia. Tylko w ten sposób
Adres www: http://167.151.152.0



